05.09.2015

Prolog

Okropny ból głowy – to jedyne co byłam w stanie poczuć zaraz po przebudzeniu. Obróciłam się na drugi bok i zakryłam głowę poduszką, chcąc jakoś uniknąć promieni słonecznych wpadających przez odsłonięte zasłony okna. Najwidoczniej moja mama jak zwykle próbowała obudzić mnie kilka godzin temu, żebym w końcu poszła do szkoły. Nie pamiętam tego, ale jestem pewna, że tak było. Robi to każdego ranka, bo wciąż ma nadzieję na to, że rzeczywiście to zrobię. Ręką znajdującą się pod poduszką przetarłam prawe oko i lekko je uchyliłam. Teraz ból stał się jeszcze bardziej nieznośny. Otworzyłam drugie oko, po czym zdjęłam poduszkę i gwałtownie zamknęłam powieki, chroniąc się przed nieprzyjemnym słońcem. Zdecydowałam się wreszcie wstać, gdy poczułam gdzieś pod sobą wibrację telefonu. Podniosłam się, a wtedy zobaczyłam, że znów zasnęłam w cuchnących alkoholem ciuchach. Westchnęłam, wciąż przeszukując łóżko. Kiedy wibracja przestała dawać o sobie znać, wyszłam spod koca i ostatecznie wstałam, podchodząc do dużego lustra. Spojrzałam na swoje nudne odbicie, w którym widziałam dosłownie to samo od kilku lat. Spuchnięte oczy wokół których rozmywał się tusz wraz z eye-linerem, rozczochrane włosy i wciąż ten sam smętny wyraz twarzy. Podniosłam lewą rękę, aby powąchać swoje ciuchy i przy okazji siebie. Śmierdziałam tanią wódką zmieszaną z papierosami.
– Oczywiście – zadrwiłam, przewracając oczami, gdy zauważyłam w odbiciu lustra na stoliku talerz z jedzeniem.
Przeszłam do toalety, gdzie wyszczotkowałam zęby i załatwiłam się, po czym wróciłam do pokoju, żeby wziąć telefon, który ponownie musiałam szukać. Ostatecznie weszłam do kuchni dopiero po około pięciu minutach i wcale nie zdziwiłam się, gdy zauważyłam zmartwioną minę mamy oraz siedzącego nad papierami ojca. Wywróciłam oczami, gdy mama podbiegła do mnie, sprawdzając czy wszystko ze mną w porządku, a kiedy puściła moje ręce, podeszłam do kuchenki, gdzie wstawiłam wodę na kawę.
– Jesteś okropna – powiedziałam, odpychając matkę od siebie. – Przyzwyczaj się do tego, że twoja córka jest tym typem osoby, który pije, ćpa i pali, a potem wraca nad ranem i ma w dupie troszczących się o nią ludzi – syknęłam, zalewając kubek wciąż zimną wodą.
– Wyrażaj się! – wrzasnął ojciec, podnosząc na mnie wzrok znad swoich papierów, a kiedy poprawił okulary, wiedziałam już, że skończył rozmowę ze mną.
– Musisz zacząć chodzić do szkoły.
– Nic nie muszę – odpyskowałam, zapijając tabletkę na ból głowy.
– W ciągu ostatnich dwóch tygodni twój nauczyciel dzwonił przynajmniej cztery razy! – krzyknęła, wyrzucając do góry ręce w geście bezradności.
Zaśmiałam się i wyminęłam ją, kierując się prosto do wyjścia.
– Jeśli będę czuła potrzebę pójścia do szkoły, będziesz pierwszą osobą, która się o tym dowie, obiecuję – oznajmiłam, gdy stojąc w drzwiach odwróciłam się, żeby na nią spojrzeć, po czym dodałam ostrzejszym tonem: – I przestań robić mi te pieprzone śniadania! Nie mam już pięciu lat, a one są okropne.
Trzasnęłam drzwiami, mając nadzieję, że ojciec również zauważył, że ponownie wyszłam, ale jestem pewna, że wciągnął się w to papierkowe gówno na tyle mocno, że z niczego nie zdał sobie sprawy. Wyjęłam telefon z biustonosza, aby zobaczyć kto próbował się do mnie dodzwonić. Uśmiechnęłam się, widząc na wyświetlaczu imię przyjaciela. Wybrałam jego numer, chcąc dowiedzieć się co było jego powodem do połączenia.
– Theo - powiedziałam, gdy odebrał po czwartym sygnale.
– Zamknij się – syknął, sprawiając, że cicho się zaśmiałam. – Dzwoniłem wcześniej.
– Wiem, spałam – oznajmiłam, wzruszając ramionami, gdy zdałam sobie sprawę z tego, że to jest to, co mówię mu każdego ranka.
– Jest pieprzona trzecia po południu! – krzyknął, ale w jego głosie słyszałam rozbawienie.
– Masz z tym problem? – zapytałam, skręcając w opuszczoną uliczkę, na której końcu zazwyczaj spędzałam każdy dzień. – Och i tak w ogóle, dzisiaj twoja kolej na kupno towaru.
– Właśnie po to dzwoniłem. Będę o dziewiętnastej, więc zapalimy i pójdziemy na imprezę, racja?
Rozejrzałam się dookoła, słysząc nieprzyjemne dźwięki pochodzące z walki dwóch kotów. Przez chwilę chciało mi się śmiać, ale potem przypomniałam sobie, że wciąż rozmawiam z przyjacielem, a on oczekuje ode mnie potwierdzenia.
– Racja – szepnęłam, kiwając głową. – Hej, Theo?
– Co? – warknął, więc wyczułam jego wzrastające zirytowanie z nieznanego mi powodu.
– Co ja mam robić przez tyle godzin?
– Nie wiem, idź do Victorii i się umyj. Mogę się założyć o sto funtów, że znów wyglądasz tak, jakbyś się z kimś biła i śmierdzisz wczorajszą imprezą.
– Masz mnie – powiedziałam i oboje w tym samym czasie się zaśmialiśmy. – Nie spóźnij się.
– Jasne – odpowiedział, po czym się rozłączył, a ja znów schowałam telefon w miejsce, z którego go wyciągnęłam.
Usiadłam na starym i brudnym materacu, który w dodatku miał dziury w kilku miejscach. Z jednej z nich wyjęłam otwartą i prawie pustą paczkę Marlboro, a następnie znalazłam zapaliczkę, którą podpaliłam papierosa. Zaciągnęłam się kilkoma mocnymi buchami, a dym wypuszczałam, robiąc kółeczka. Nauczyłam się tego kilka miesięcy temu będąc na haju i wciąż pamiętam jak to robić. Za każdym razem widok wypuszczanych kółeczek wzmaga we mnie ogromną radość, nad którą nie potrafię logicznie panować.
– Cześć kotku – szepnęłam, głaszcząc białego kota po grzbiecie.
Usiadł na moich kolanach i zamknął oczy, podczas gdy moja lewa ręka wciąż delikatnie go głaskała. Słyszałam ciche pomruki, przez które moje usta formowały się w uśmiech.
– Wiesz, że zaraz sobie stąd pójdę i będziesz musiał znaleźć sobie inne miejsce na odpoczynek?
Przydusiłam papierosa o ziemię, chcąc go zagasić, po czym wstałam, nie przejmując się leżącym na mnie zwierzęciem i ruszyłam przed siebie.
Droga do domu Victorii nie była jakoś szczególnie długa, głównie dlatego, że jak zwykle wybrałam skrót i nie musiałam iść przez most, żeby dotrzeć na drugą stronę. Szłam między krzakami i drzewami, aż wreszcie znów stanęłam na chodniku, który znajdował się kilkanaście metrów od morza. Ruszyłam przed siebie, upewniając się, że zrzuciłam wszystkie liście, które przyczepiły się do moich włosów. Jak zwykle mijałam ludzi na wózkach, albo grube dzieci, które objadały się słodyczami, jakby nie obchodziło ich to, że już mają nadwagę. Minęłam zegar utworzony z kwiatów, po czym pchnęłam bramkę i podeszłam do drzwi. Kilka razy nacisnęłam przycisk dzwonka, czekając aż przyjaciółka zjawi się w drzwiach.
– Panna Collins – przywitała mnie wynajęta gosposia, a kiedy otworzyła szerzej drzwi, skinęłam głową i poszłam prosto do pokoju Vi.
– Wstawaj! – krzyknęłam, skacząc po jej łóżku. – Potrzebuję nowych ubrań... Victoriaaa! – Położyłam się obok, gdy przyjaciółka wreszcie spojrzała na mnie i cicho się zaśmiałam, widząc jak kac wykrada resztki jej życia.
– Pieprz się – syknęła, więc przypadkiem (lub nie) moja dłoń opadła na jej twarz, uzyskując w odpowiedzi głośny wrzask.
– Theo będzie o dziewiętnastej, a jest już po szesnastej – oznajmiłam, widząc jej zmieszanie na twarzy.
– Woah, stop! Nigdzie nie idę. – Jej głos ani trochę nie brzmiał poważnie, więc po prostu się zaśmiałam i wstałam, idąc w kierunku jej garderoby.
– Ubieram dzisiaj tą czarną sukienkę, którą ostatnio kupiłaś i musisz pożyczyć mi do niej skórę, bo moja śmierdzi, więc powiem Amarie, żeby ją wyprała...
– Masz swój dom – wtrąciła, pojawiając się w drzwiach garderoby.
– Tak, ale nie chcą mnie tam, pamiętasz? – Spojrzałam na nią z ironicznym uśmiechem, a ona tylko skinęła głową i odeszła, robiąc mi przejście.
Szybko odnalazłam potrzebne rzeczy, z którymi przeszłam do łazienki, gdzie wzięłam gorącą kąpiel wśród dużej ilości piany. Uwielbiałam spędzać czas w tym domu, tylko dlatego, że Victoria była tak naiwna i rzeczywiście myślała, że moi rodzice chcą się mnie pozbyć, a jej rodzina traktowała mnie jak własną córkę, więc nie zamierzałam z tego rezygnować, przynajmniej jeszcze nie teraz.
Opuściłam łazienkę ponad godzinę później z gotową fryzurą i makijażem. Odnalazłam Victorię siedzącą przy blacie kuchennym z miską płatków i nagle również poczułam się głodna. Wymieniłyśmy porozumiewawcze spojrzenia, a ja doskonale wiedziałam, że Vi rozumie o co mi chodzi.
– Amarie, Lily jest głodna.
– Rozumiem – odpowiedziała potulnym głosem, zabierając się za przygotowanie posiłku. – Niech panienka usiądzie, zaraz będzie gotowe.
– Och, Amarie, jeszcze coś. Ktoś oblał kurtkę Lily alkoholem i teraz strasznie śmierdzi, mogłabyś ją wyprać? – Spojrzałam na Victorię wdzięcznym wzrokiem, po czym usiadłam naprzeciwko niej, uśmiechając się, gdy przede mną pojawił się talerz z kanapkami.
– Już się za to biorę – powiedziała, opuszczając kuchnię, gdy podałam jej swoją kurtkę.
– Czemu moi rodzice nie mogą być bogaci - syknęłam, wpychając pierwszą kanapkę do ust. – Cholera, jestem tak strasznie głodna. – Spojrzałam przed siebie, napotykając wzrok przyjaciółki. Obie w tym samym momencie zaczęłyśmy się śmiać, przez co się zakrztusiłam.
– O kurwa! – pisnęła, podbiegając do mnie i klepiąc moje plecy.
– Dosyć. – Wyprostowałam się i przetarłam kilka łez z policzków. – Idź się przyszykować.
***
– Skręć dwa, Victoria dzisiaj odpada – szepnęłam, nachylając się nad Theo, podczas gdy on zajmował się robieniem skrętów.
Poprawiłam jego kołnierz i zeskoczyłam z łóżka, przyglądając się jego profilowi. Kilkudniowy zarost dodawał mu wieku, więc wiedziałam już, że specjalnie zostawił go na taką okazję jak dziś, kiedy pewnie znów nie będą chcieli wpuścić nas do klubu, ponieważ jesteśmy niepełnoletni. Zaśmiałam się, napotykając zdezorientowane spojrzenie Victorii.
– Gotowe! – Klasnął dłońmi, po czym podał mi jednego skręta, a kiedy podpalił swojego, zrobił to samo z moim.
Skończyliśmy leżąc na łóżku i wpatrując się w sufit, pozwalając błogiemu stanowi zawładnąć nad naszymi ciałami.
Pół godziny później stałyśmy z Victorią przed nieznanym nam klubem, czekając aż Theo załatwi z ochroniarzem możliwość wpuszczenia nas. Kątem oka obserwowałam jak wyjmował z kieszeni kilka banknotów, więc domyśliłam się, że za każdego z nas musiał zapłacić po dwadzieścia funtów. Przechodząc obok ochroniarza, obie wykonałyśmy ten sam gest – zalotne spojrzenie z uwodzicielskim uśmiechem. Mrugnął do nas, więc miałyśmy pewność, że następnym razem wejdziemy po niższej cenie.
– Idę po piwa – krzyknęłam przez głośną muzykę, wskazując palcem w kierunku baru.
Zostawiłam przyjaciół z misją znalezienia jakiegoś miejsca i skupiłam się na poderwaniu barmana. Wyprostowałam się, chcąc bardziej uwydatnić biust, po czym nachyliłam się nad barem i ponownie uwodzicielsko się uśmiechnęłam. Nie musiałam długo czekać, żeby zwrócić na siebie uwagę, ten chwyt zawsze działał tak samo.
– Myślę, że bez tej koszulki wyglądałbyś o wiele lepiej – szepnęłam, pochylając się bardziej do przodu, żeby barman lepiej mnie usłyszał. Zauważyłam, że jego mięśnie się napięły, a uśmiech na twarzy automatycznie zrobił się pewniejszy.
– Co podać? – zapytał, ignorując moją poprzednią wypowiedź.
– Trzy piwa i buziaka. – Mrugnęłam do niego, jednocześnie oparłam rękę o śliski blat, aby podtrzymać dłonią brodę. Zagryzłam wargę, widząc, że jego spojrzenie na chwilę zwróciło się na mój biust, po czym znowu na twarz.
– Nie wiem w co pogrywasz, ale jeśli nie masz dowodu, nie dostaniesz alkoholu. – Jego stanowczy ton wcale nie zrobił na mnie wrażenia.
Pochyliłam się jeszcze bardziej, aż wreszcie udało mi się wspiąć na bar. Przerzuciłam obie nogi na drugą stronę, żeby znaleźć się całym ciałem przed nim. Prawie niezauważalnie rozszerzyłam nogi, pozwalając mu wejść między nie, a kiedy to zrobił, położyłam jego dłoń na moim udzie. Zauważyłam zmieszanie malujące się na jego twarzy, ale nie zamierzałam przestawać, dopóki nie dostanę tego, co chcę.
– Możesz mnie mieć, jeśli dasz mi piwa – szepnęłam do jego ucha, delikatnie przygryzając płatek.
Odsunęłam się tylko po to, żeby zauważyć jak się poddaje. Skinął głową, po czym odszedł, a ja ponownie znalazłam się po drugiej stronie baru, ignorując wszystkie spojrzenia posyłane w moim kierunku. Wzięłam z blatu trzy butelki piwa, zostawiając w tym samym miejscu kartkę z fałszywym numerem. Odwróciłam się, aby wypatrzeć gdzieś w tłumie przyjaciół. Zauważyłam ich przy małej loży po drugiej stronie klubu, więc od razu się tam udałam.
– W końcu znajdzie się osoba, która nie ulegnie – skomentował Theo, gdy wręczyłam mu butelkę i usiadłam naprzeciwko.
– Zawsze ulegacie, jeśli chodzi o seks – odpyskowałam, pokazując mu język.
Wszyscy w tym samym czasie podnieśliśmy butelki, aby się nimi zderzyć i wypić połowę zawartości. Chwilę później Theo wysypał na stół biały proszek, robiąc z niego kilka kresek, podczas gdy ja wraz z Victorią obserwowałyśmy otoczenie. Kiedy kreski były gotowe, po kolei wciągnęliśmy, aż stół ponownie był czysty i pozostały na nim jedynie puste już butelki.
– Idę tańczyć – poinformowałam przyjaciół, pozwalając by na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
Zrzuciłam z siebie skórzaną kurtkę, nie przejmując się tym, w jakie miejsce trafi i ruszyłam na parkiet, gdzie tańczyłam z całkiem przypadkowymi facetami oraz dziewczynami – z niektórymi nawet bardziej intensywniej niż z facetami. Kilkanaście minut – albo kilka godzin – później wróciłam do pustej loży, więc poszłam po kolejne piwo, które wypiłam przy barze, pogrążając się w bezsensowną rozmowę z pijanym chłopakiem.  
Nie mogłam się już doczekać aż dodam prolog, więc oto jest! Rozdział pierwszy pojawi się (mam nadzieję) jeszcze we wrześniu! A tymczasem przypomnę jeszcze o zwiastunie. :)